Było minęło, a może było i będzie?
Poznałyśmy się przypadkiem, zeszłego lata. Ona, nazwijmy ją Anita, szła brzegiem morza ze swoim małym maltańczykiem, a ja, ponieważ kocham wszystkie psy, spontanicznie ją zaczepiłam. Szybko się polubiłyśmy i podczas któregoś spotkania w barze na plaży dowiedziałam się, dlaczego Anita przyjechała do Trójmiasta z rodzinnego Nowego Targu.
- Rozwodzę się. Po 28 latach małżeństwa - wypaliła i patrzyła na mnie badawczo.
- A chcesz? – zapytałam.
- Bardzo chcę. Źle mnie traktował, a chwilę po tym, jak złożyłam pozew, znalazł sobie kochankę – odparła.
Rozumiałam ją. Nie tylko w kwestii rozwodu. Ona też dawała mi wsparcie w innych trudnych chwiach. Chodziłyśmy na spacery, biesiadowałyśmy na plaży w długie ciepłe wieczory, a gdy padało, spędzałyśmy czas w kinie. W maju Anita wyjechała na tydzień na Maltę, a po powrocie odpaliła bombę.
- Wróciliśmy do siebie. Na razie na próbę, ale jest cudownie – oznajmiła. I podobnie jak za pierwszym razem, czekała na moją reakcję.
- Wstrzymuję się od komentarza, mam za mało danych – powiedziałam.
Wyglądało to tak: Anita i jej mąż zaczęli omawiać podział majątku. Mniejsza o mieszkanie, działkę za miastem i dwa luksusowe samochody. Najtrudniejszym orzechem do zgryzienia okazały się pamiątki ze wspólnych podróży, rodzinne zdjęcia i domowe przedmioty vintage, które wyszukiwali razem na pchlich targach w całej Europie. Przytulili się i zaczęli całować, a potem poszli do łóżka.
– Odprawił kochankę. Usłyszałam, że wciąż mnie kocha i chce, żebyśmy rozpoczęli terapię par. Zgodziłam się – opowiadała Anita nieco skonfundowana.
I choć brzmi to nieprawdopodobnie, rozpoczęła płomienny romans ze swoim byłym, o mało co, mężem. Spotykają się w hotelach, sporo jeżdżą, a jeszcze więcej rozmawiają. Anita wycofała pozew, ale dzieci i rodzice jeszcze nic nie wiedzą.
Praca nad związkiem przynosi pierwsze, bardzo dobre efekty. Mam silne przeczucie, że im się uda. A nawet gdyby nie, to przecież zawsze warto podjąć próbę, by ratować związek. Nie sądzicie?