Konie nad Morskim Okiem mają lżej niż dwie dekady temu, ale według obrońców praw zwierząt ciągle jest to dla nich wymagająca trasa. Jednak agresywna forma ostatnich protestów i towarzyszące im wielkie emocje, z epitetami pod adresem całej podhalańskiej społeczności, spowodowała, że starosta tatrzański zdecydował się zainteresować sprawą wymiar sprawiedliwości. Do tego spłonął wóz, którym poruszali się członkowie Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt. Policja zatrzymała dwóch sprawców, którzy przyznali się do winy, ale na razie nie ujawnia, kim są.
Dawniej konie ciężko harowały w kopalniach. Dzisiaj nikomu nawet przez myśl nie przejdzie, by mogły tam wrócić. Czy kiedyś tak samo będziemy wspominać konie znad Morskiego Oka? Fiakrzy nie chcą o tym słyszeć. Są gotowi swoje wozy konne wyposażyć w hybrydowe elektryczne wspomaganie. Tyle że prace nad taką konstrukcją trwają już ponad dziesięć lat.
Ekolodzy chcą całkowitej likwidacji końskiego transportu na trasie nad Morskie Oko. Za to zgadzają się, by w Tatrach jeździły elektryczne busy. Nad Morskie Oko wielu turystów wciąż dociera pieszo, nie korzystając ani z konnych wozów, ani z elektrycznych busów. Takie rozwiązanie nie powoduje żadnych konfliktów.