Mieszkam w Krakowie. Miasto żyje wynikami niedzielnego referendum, w którym odwołany został prezydent Aleksander Miszalski. Niewiele czasu i energii poświęcamy, - póki co - rozważaniom, czego jego koniec może być początkiem, choć starcie Marianny Schreiber z Marianem Banasiem zapowiada się ekscytująco.
Mniej memogenne będą zapewne krótkie rządy Stanisława Kracika, który został powołany na komisarza miasta. Były poseł, burmistrz Niepołomic i wojewoda małopolski, to doświadczony samorządowiec, co pozwala liczyć na to, że jego praca nie będzie wyłącznie grą na czas, podporządkowaną kampanii wyborczej.
Ale nawet jeśli w Krakowie czeka nas chwila ciszy przed wyborczą burzą, w innych miastach może być gorąco.
Porażka Miszalskiego ośmieliła prawicę (choć pewnie nie tylko) do podjęcia prób skrócenia kadencji włodarzy innych miast. Mówi się m.in. o Rzeszowie, Lublinie, Kielcach, Gliwicach i Białymstoku.
Tymczasem wczoraj w Warszawie po raz 32. wręczono Fryderyki. To ważna nagroda, choć niezmiennie budzi kontrowersje. Weźmy triumfującą w tym roku Kasię Lins – swoje trzy statuetki, w tym tytuł Artystki Roku – otrzymała za album „Obywatelka K.L.”, zawierający reinterpretacje utworów Grzegorza Ciechowskiego. Ze znakomitymi autorskimi albumami Lins we Fryderykach nic nie ugrała, musiała sięgnąć po klasykę, by ją doceniono. Paru zwycięzców w innych kategoriach też chyba dostało statuetkę za całokształt, co pozwala przypuszczać, że Fryderyki otrzymują raczej ci, co są w branży znani i lubiani, niż ci, którzy tu i teraz zaproponowali coś naprawdę nowego i wartościowego. Może nawet – o zgrozo! – branżowi wyjadacze nie słuchają tych wszystkich nominowanych dzieł przed podjęciem decyzji?
Trudno traktować poważnie apele o wspieranie artystów, skoro oni czasem sami siebie lekceważą, ale tak, wspierać trzeba. Oni budują naszą wspólną tożsamość, skłaniają do myślenia, pozwalają na chwilę zapomnieć o troskach albo po prostu umilają życie drobiazgami, których na co dzień nawet nie zauważamy, a już na pewno nie doceniamy – od ładnych melodii po piękne przedmioty. Większość artystów nie osiąga sukcesów komercyjnych, dochody niemal jednej trzeciej są niższe od płacy minimalnej.
Dlatego dobrą wiadomością jest informacja o projekcie ustawy, która zabezpieczy ich los, kiedy już w ogóle nie będą mogli pracować.Warto też wesprzeć jutro ludzi nauki w ich słusznych postulatach.
Wahających się może przekonać profesor Piotr Sankowski: „Albo zbudujemy tu na miejscu ekosystem z prawdziwego zdarzenia, w którym polskim talentom wreszcie opłaci się żyć i tworzyć innowacje nad Wisłą, albo naszym sportem narodowym nadal będzie wyszukiwanie swojsko brzmiących nazwisk w komunikatach prasowych o kolejnych globalnych rewolucjach”.
PS. Zadzwoń do mamy! Zadzwoń, póki możesz, nawet jeśli nie jest/nie była ideałem.
Nikt przecież nie jest doskonały.