Poniedziałek, 18 maja 2026
dziennikarka polityczna Wyborczej

97,93 proc. głosowało za odwołaniem prezydenta Krakowa. Referendum przeciwko Aleksandrowi Miszalskiemu jest ważne, w głosowaniu wzięło udział 29,99 proc. osób uprawnionych.

 Że mało? Wystarczająco dużo, by było ważne

Będą kolejne referenda? Prof. Janusz Majcherek, socjolog, w rozmowie z Magdaleną Kursą ostrzega: Te referenda to taki sam błąd systemowy jak weto w rękach prezydenta RP - miało być używane w sytuacjach wyjątkowych, a stało się rutynowym sposobem paraliżowania prac rządu. Analogiczną sytuację mamy w Krakowie - to było czysto destrukcyjne referendum, nic nie wniosło, a unicestwiło wynik wyborów sprzed dwóch lat i przerwało kadencję. 

Majcherek prognozuje, że przyspieszone wybory w mieście wygra Łukasz Gibała, a to brunatny scenariusz. 

Dlaczego? Socjolog tłumaczy: To człowiek bez zaplecza, bez konkretnej i sprecyzowanej wizji Krakowa. Cała jego działalność sprowadzała się do tego, by przeciwstawić się tym, którzy rządzą Krakowem, wcześniej jego celem był Jacek Majchrowski, potem Aleksander Miszalski. Kraków w rękach Gibały to wielkie niebezpieczeństwo, tym bardziej, jeśli oprze się na konfederatach, ludziach od Brauna czy ludziach, którzy rozkręcali referendum. Miastu grozi niebezpieczny skręt ku brunatnym środowiskom. 

Wrocław? Poznań? To tu będą kolejne referenda? 

- Tam też są ludzie, którzy chcą władzy, a nie są w stanie uzyskać jej w normalnych wyborach - komentuje prof. Majcherek. 

Z kolei Milena Kuchnia rozmawia z prof. Jarosławem Flisem o konsekwencjach tego, co się stało w Krakowie

- Spodziewam się więcej tego typu prób, ale widać już, że to nie jest takie łatwe - mówi prof. Flis -  Nie wyszło w Częstochowie, nie wyszło we Wrocławiu. Żeby się udało, musi się złożyć wiele czynników: jakiś impuls, tak jak strefa czystego transportu w Krakowie, a także ktoś, kto uwierzy, że uda mu się odsunąć prezydenta i wskoczyć na jego miejsce. Oczywiście, że opozycja będzie grała teraz wynikiem referendum w Krakowie. Pytanie tylko, czy nie skończy się jak w Zabrzu, że nowym prezydentem zostanie ktoś spoza ich kandydatów. Ogólnopolscy politycy pozwolili uczestnikom referendum traktować je jako wydarzenie lokalne. Angażują się dopiero teraz, kiedy znamy wynik. Gdyby Kaczyński przyjeżdżał do Krakowa i mówił na Rynku, że referendum to sprawa narodowa, wynik pewnie wyglądałby inaczej. Tak samo w przypadku drugiej strony - Donald Tusk też nie angażował się w sprawę, bo wiedział, że może to być większą szkodą, niż pożytkiem. A na krajowej scenie politycznej sondaże są stabilne od miesięcy. Pół na pół. Pomarzyć o tsunami zawsze wolno, ale wiemy, że PiS miał mało serca do samorządów. Referendum to nie dowód szczególnej siły, tylko raczej tego, że akurat w danym miejscu ogólna równowaga została przesunięta przez konkretne problemy. 

Bartłomiej Kuraś przyjrzał się referendalnej frekwencji.

Wniosek? Gdyby tylko mieszkańcy centrum Krakowa decydowali w niedzielnym referendum, to Aleksander Miszalski pozostałby prezydentem miasta. Bo – pisze Kuraś - wymagana frekwencja nie została przekroczona w wielu lokalach wyborczych w dzielnicach Stare Miasto, Grzegórzki i Krowodrza. Zdecydowanie większa frekwencja, ponad 30 proc., była w Nowej Hucie, na Prądniku, Woli Duchackiej, w Bronowicach i Prokocimiu.

Coś się zaczyna, coś się kończy także w Sądzie Najwyższym. Zbigniew Kapiński został nowym I prezesem SN. Zastępując Małgorzatę Manowską. Tak zdecydował prezydent Karol Nawrocki.
To dzięki osobom, które subskrybują Wyborcza.pl, możemy tworzyć nie tylko ten newsletter, ale też reportaże, wywiady i śledztwa. Dziękujemy! Jeśli jeszcze nie masz prenumeraty cyfrowej, sprawdź aktualne promocje TUTAJ.
TEMATY DNIA
NIE PRZEGAP
WIDEOPODCAST
<