|
Odpowiedź jest zawsze taka sama.
Nic.
Problem polega na tym, że większość osób planuje odchudzanie na dni, kiedy mają czas, energię i przestrzeń w głowie.
Ewa robiła dokładnie to samo. Miała rozpisane posiłki, listę zakupów i konkretny plan działania.
Trudność pojawiała się w momentach, które znasz bardzo dobrze.
Wracała do domu głodna, zmęczona i rozdrażniona. W lodówce były składniki na "zdrową kolację".
W teorii to tylko kilkanaście minut pracy, ale w tym stanie, to było za dużo.
Kończyło się słodyczami w oczekiwaniu na jedzenie na dowóz, a potem zalewem bolesnych myśli "znowu to samo, jestem beznadziejna".
Albo przychodzi trudny dzień w pracy, dużo napięcia, mało przerw. Wieczorem marzysz o uldze, spokoju i odrobinie przyjemności. Nawet nie wiesz, kiedy sięgasz po czekoladę i chipsy.
A plan odchudzania? Nie uwzględnia takiego wieczoru.
Plan zakłada, że zjesz kolację według rozpiski i nie daje Ci żadnego wsparcia, kiedy czujesz, że jedzenie przejmuje nad Tobą kontrolę.
To był największy błąd Ewy.
Nie brak silnej woli i samodyscypliny, tylko brak planu na trudne momenty.
|