Zamykanie porodówek pogłębi podziały społeczne?
Dylemat, czy zamykać porodówki skoro rodzi się coraz mniej dzieci, czy utrzymywać je - mimo że są nierentowne - żeby kobietom towarzyszyło poczucie, że mają gdzie rodzić i na powrót rodzić zechciały - wydaje się trudny do rozstrzygnięcia w kategoriach społeczno-demograficznych.
Jeżeli jednak brać pod uwagę kategorie polityczne, to widać jak na dłoni, że temat likwidacji oddziałów położniczych ma duży potencjał antagonizujący. Na powrót ujawniły to ostatnie dni, po tym jak ujawniliśmy w "Rzeczpospolitej", że w niespełna 4 tygodnie zamknęło się 18 porodówek.
Wizja porodów na SOR-ze, która zdominowała przekaz na skutej nieudanej komunikacji rządu, przemawia szczególnie mocno do kobiet z powiatów, gdzie oddział położniczy zlikwidowano, albo wkrótce zostanie on zlikwidowany. W dużych miastach dostęp do wysokiej jakości opieki okołoporodowej jest zdecydowanie większy, a część pacjentek decyduje się na poród w prywatnych placówkach. Na to łatwo nałożył partyjne kalki tak, żeby pogłębić podziały społeczne. Na pewno nie przysłuży się to jednak samej dzietności, a zbijanie kapitału politycznego na budowaniu strachu wokół porodów, może jej wręcz zaszkodzić.